DSC_3494

Zmiany – czyli nowy dom, nowa praca, nowa ja

Przestałam płakać i użalać się na swój los już dawno temu. Przestałam też czekać na cud i odpowiedni moment, bo jeśli nie teraz, ten moment nigdy nie będzie odpowiedni. Przestałam się modlić do wszystkich świętych, bo nikt tego wołania nie słuchał. Wzięłam życie w swoje ręce i zaczęłam działać. Życie po 30stce wreszcie zaczynało nabierać sensu. To niezwykłe że potrzebowałam tyle czasu, aby przewartościować swój świat. Tutaj należą Wam się przeprosiny. Przeprosiny dlatego, że zniknęłam na jakiś czas i mój blogasek był nico „uśpiony”. Powód całego zamieszania był jeden – zmiany.

czytaj więcej

Share This:

DSC_3162
DSC_3025
DSC_3030
DSC_3041
DSC_3042
DSC_3053
DSC_3059
DSC_3113
DSC_3034
DSC_3054
DSC_3066
DSC_3092
DSC_3099
DSC_3121
DSC_3140
DSC_3129
DSC_3150
DSC_3160
DSC_3156
DSC_3117
osiol
kury
konik

Prawdziwe życie na wsi

Wychowałam się na wsi. Mój dziadek miał zagrodę z owcami i zawsze śmialiśmy się, że owcze kupy wyglądają jak groszki czekoladowe. Były też krowy, które każdego ranka wypasały się na łące. Co niektórzy uwielbiali wieczorem pić od nich świeże, jeszcze ciepłe mleko takie prosto od krowy. Ja tego nie lubiłam i nigdy chyba nie polubię się z takim mlekiem. Dziadek miał konie, to pamiętam dobrze. Zawsze były wyczesane i zadbane i czasami pozwalał mi na to, abym mogła się na grzebcie konia przejechać, oczywiście pod czujnym jego okiem, aby nic mi się nie stało. Słabo to pamiętam, miałam wtedy 5 może 6 lat. Mieliśmy też świnki, kury, gołębie, kaczki, króliki, gęsi i koguta. Ojjj kogut to był prawdziwy strażnik naszego rancza. On nienawidził czerwonego, ja za to uwielbiałam moją czerwoną kurtkę.

czytaj więcej

Share This: